Muszę Wam się do czegoś przyznać – jestem „zimosceptykiem”. No, byłem. Ale po kolei. Zawsze byłem sceptycznie nastawiony do sportów zimowych. Weźmy takie narty. Co przyjemnego może się kryć w staniu godzinami w kolejkach, żeby dać się zawieźć na szczyt, żeby zjechać z górki? Kolejka, wyciąg, zjazd – i tak w kółko. I do tego zimno. Kogo to w ogóle bawi? Śnieg, zimno, jazda na nartach, przyjemność, nie, to równanie się nie zgadza. Do tego, jak dla każdego SMAka, zima nie jest moją ulubioną porą roku. (więcej…)

Zobacz więcej