Wyjazd na narty oczyma SMAka

Muszę Wam się do czegoś przyznać – jestem „zimosceptykiem”. No, byłem. Ale po kolei. Zawsze byłem sceptycznie nastawiony do sportów zimowych. Weźmy takie narty. Co przyjemnego może się kryć w staniu godzinami w kolejkach, żeby dać się zawieźć na szczyt, żeby zjechać z górki? Kolejka, wyciąg, zjazd – i tak w kółko. I do tego zimno. Kogo to w ogóle bawi? Śnieg, zimno, jazda na nartach, przyjemność, nie, to równanie się nie zgadza. Do tego, jak dla każdego SMAka, zima nie jest moją ulubioną porą roku.

Zimą nie wychodzę z domu, nie dalej niż muszę. Wiecie, śliska sprawa. Najchętniej bym zahibernował pod jakimś kocykiem. To przekonanie hodowałem w sobie bezpiecznie przez ostatnie 16 lat. Do 3 marca 2018 roku żyłem w przekonaniu, że zima i sporty zimowe nie są dla mnie. Moją najlepszą wymówką było to że mam SMA – i to zamykało wszelkie dyskusje na temat zimowych sportów i aktywności. I wiecie co? To był WIELKI BŁĄD, o czym przekonałem się 3-go marca podczas akcji „SMA-ki na nartach” organizowanej przez Podniebną Drużynę Fundacji SMA, kiedy pierwszy raz zjeżdżałem na nartach.

Wkręcasz nas. TY, SMAk? Na nartach? No dobra, nie do końca samodzielnie i nie na nartach w formie w jakiej wszyscy je znamy. Samo urządzenie zjazdowe bardziej przypominało ścigacz rodem z Gwiezdnych Wojen, a osobą sterującą tym wehikułem był Dominik z Active Therapy, ale i tak było niesamowicie.

Do przerwania zimowej hibernacji i ruszenia się z domu przekonała, a może nawet trochę zmusiła mnie Podniebna Drużyna Fundacji SMA (za co jestem im ogromnie wdzięczny – mieliście rację, nie żałuję!). Ale sceptycznie nastawiony do tego pomysłu byłem do ostatniej chwili. Sceptycznego mnie wsadzono w kubełkowy fotel, zapięto pasami, opatulono termoizolacyjną narzutą, założono gogle, rękawice, kask, wsadzono na wyciąg i zawieziono na początek pierwszego stoku.

Dopiero gdy na górze po zejściu z wyciągu zobaczyłem szczyty ukochanych (ale wciąż jeszcze nieosiągalnych) Tatr, słońce cudownie świeciło, powietrze było jakby lżejsze, mróz przestał być uciążliwy, dopiero wtedy poczułem, że mój sceptycyzm się rozwiewa. A kiedy po kilku pierwszych zakrętach odkryłem, że jak współpracuję w czasie zjazdu z Dominikiem to zakręty są jeszcze bardziej ostre, a prędkości jeszcze większe, zacząłem rozumieć dlaczego tylu ludzi kocha ten sport. I, chociaż w takiej mniej typowej formie, chyba pokochałem i ja.

Dlatego chciałbym wyprowadzić z błędu wszystkie osoby, które uważają – jak ja do niedawna – że to nie dla nich. Naprawdę, NARTY SĄ DLA WSZYSTKICH. Dla Ciebie, dla mnie, dla każdego. Jeżeli nie wierzycie zapytajcie Łukasza, Duśkę lub Kamilę, obejrzyjcie filmiki ze zjazdów na stronie Podniebnej Drużyny Fundacji SMA, porozmawiajcie z Dominikiem. Przyjedźcie, zobaczcie, poczujcie, i – tak jak ja – może stwierdzicie, że z zimą jednak da się polubić!

 

Autor: Jarosław Jaroszek

Kibicuję chorym na SMAPodniebna Drużyna Fundacji SMAWydarzenia fundacyjne

• 5 kwietnia 2018


Poprzedni wpis

Następny wpis